środa, 8 października 2014

Prolog.


- Jak mogłeś? - zrozpaczony krzyk wyrwał się z gardła rudowłosej i rozszedł echem po ciemnym, wąskim korytarzu. - I po co to wszystko było? Chciałeś się zabawić? A może zobaczyć jak rozpadam się na milion kawałków? - rzucała pytaniami jak z rękawa, wcale nie oczekując odpowiedzi. - Jeśli tak, to ci się udało, gratuluję! - odwróciła się gwałtownie, żeby nie była zmuszona patrzeć w jego piękne oczy, które wyrażały tyle, co nic. Zupełne zero. Wpatrywały się w nią jedynie z przemożną intensywnością, jakby czerpały siłę z jej furii. Pochyliła głowę i schowała twarz w dłoniach, po czym zaszlochała cicho. Zrobiła to, nieświadomie oczekując, że podejdzie do niej i pocieszy jak zwykle. Jednak nie zrobił tego. Stał i gapił się na nią z tą samą pokerową miną, co pięć sekund temu. Nawet nie drgnął.

Rose po krótkiej chwili rozluźniła ramiona, do tej pory uniesione nieco do góry i przykurczone do boków. Przetarła oczy lodowatą dłonią i odwróciła twarz w kierunku blondyna, który nie odezwał się choćby pół słowem odkąd nakryła go z Cassy. Sterczał sam jak kołek, bo dziewczyna, która niedawno obdarzała go namiętnymi pocałunkami po prostu dała nogę.
- Rose... - mruknął cicho i wyciągnął delikatnie dłoń w jej kierunku tak, jakby chciał pogłaskać rudą po policzku. Szybko jednak cofnął ją i spuścił wzrok. Dziewczyna pokręciła z niedowierzaniem głową, a z jej rzęs skapnęło jeszcze kilka łez, które bardzo szybko stoczyły się po jej nieco zaróżowionych policzkach. Podniosła na chłopaka swoje wielkie oczy i powiedziała:
-Jesteś jednocześnie najgorszym i najlepszym, co przytrafiło mi się w życiu. - po tych słowach i ostatnim spojrzeniu, rzuconym z pewną nadzieją, uciekła do Pokoju Wspólnego i spędziła resztę nocy na wyrzucaniu swoich żalów w poduszkę. Bo właśnie ostatecznie skończył się najpiękniejszy z rozdziałów, pisanych jej życiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz